David nie wiedział co ma powiedzieć, więc złapał mnie w pasie i poradził mnie sobie na kolanach po raz kolejny przytulając. Położyłam moją lewą rękę na jego prawym obojczyku, a drugą z tyłu jego szyi, po czym mocno się w niego wtuliłam, a łzy zaczęły powoli schnąć na moich piekących jeszcze policzkach. David, z cholernego dupka, w jednej chwili zmienił się we wspaniałego przyjaciela.... Spokojne serce całkowicie mnie uspokoiło.
Nie wiem ile dokładnie przytulał mnie do siebie, ale w pewnej chwili usłyszeliśmy przeraźliwy trzask. Momentalnie od siebie odskoczyliśmy, a Zayn się obudził.
-co to było?!-krzyknęłam razem ze Zayn'em.
-nie mam pojęcia. Tym razem to nie ja-rzucił David podnosząc ręce w obronnym geście, a Zayn, jeszcze trochę zamulony po lekach i płaczu, zaczął schodzić po schodach w kierunku salonu, czyli miejsca z którego dobiegł odgłos. Zaraz za nim ruszył David a na końcu ja w pogniecionej fioletowej sukience.
Opis wydaje się po trosze komiczny, ale strach jaki czułam prawie zbiegając ze schodów był nie do opowiedzenia. Moje serce biło jak szalone, ale gdy stanęłam w progu salonu, całkowicie przestało bić.
Pod telewizorem leżało całe we krwi zmasakrowane ciało Ryan'a, a na telewizorze widniał napis:
środa, 3 lipca 2013
sobota, 8 czerwca 2013
14. "on mnie niszczy...."
Po raz kolejny tego dnia zasłoniłam usta ręką tłumiąc szloch. Miałam tego dosyć. Moje życie w ciągu kilku dni tak diametralnie się zmieniło, że nie miałam pojęcia co robić, co się stanie. NIC. Mój mózg o niczym nie miał pojęcia. Rzuciłam telefon z powrotem na biurko Malik'a i cofnęłam się kilka kroków . Potykając o własne nogi, szukałam nimi łóżka za mną. Kiedy nie mogłam go wyczuć, trzęsąc się ze strachu po przeczytaniu SMS'a od mojego prześladowcy, odwróciłam się na pięcie, a wtedy moje nogi ugięły się pode mną. Nad spokojnie śpiącym Zayn'em stała postać. Była ubrana na czarno. Miała czarne obcisłe spodnie, czarny golf, a na głowie kominiarkę.Sądząc po sylwetce był to mężczyzna. W jego ręku coś błysnęło. Był to nóż! To... Musiał być... Ten... Ten cały KOSZMAR!Załapałam ręką mój brzuch czując jak w środku wszystko mi się przewraca. Zaczęłam błagać los, żeby tylko David nie wszedł do pokoju, bo wiedziałam, że wtedy polałoby się morze krwi, niekoniecznie mojego nowego oprawcy. Koszmar przysunął nóż bliżej twarzy Mailk'a.
-NIE!-krzyknęłam na tyle cicho, by nik oprócz nas tego nie usłyszał, a Zayn się nie obudził. Postać odsunęła lekko narzędzie
-czyli to nie on ma zginąć, tylko Twój przyjaciel, tak?- zaśmiał się modulowanym komputerowo głosem- naprawdę on- machnął ostrzem w stronę łóżka- jest dla Ciebie taki ważny? Ważniejszy od Ryan'a?-mój mózg zaczął pracować na wyższych obrotach. "Co mam mu powiedzieć?" to pytanie gnębiło moje myśli.- TAK? on, ten kryminalista i bezwzględny morderca, który Cię uprowadził ma jeszcze żyć, a Twój kochany, wykorzystujący Twoją miłość przyjaciel- pokazał palcami pokrytymi rękawiczkami cudzysłowie-ma chwilę umrzeć, dobrze rozumien?-zaśmiał się gorzko, a mi zaschło w gardle.
-czemu to robisz?-zapytałam łamiącym się głosem.
-teraz nie jest to ważne. Dowiesz się tego w swoim czasie, dziwko. Poza tym odpowiedź masz blisko siebie. Pytanie tylko, czy dasz sobie radę ją znależć. Powodzenia, a ja idę pobawić się z Twoim kolegą w kotka i myszkę. NIestety ta myszka nie trafi do dziury w ścianie, ale do tej w ziemi. Pamiętaj! Nie kombunuj, bo będzie umierał długo i boleśnie, a tego chyba nie chcesz, co?-nie odezwałam się- Więc, żegnaj, suko. Do zobaczenia-zaśmiał się i wyskoczył przez twarte okno, a ja zszokowana stałam kilka minut nie wiedząc co zrobić. Czy, czy ja przed chwilą wydałam wyrok na mojego przyjaciela? Nie, to niemożliwe! Podbiegłam do biurka. Złapałam telefon i zadzwoniłam to Ryan'a-mojego przyjaciela.
-hej Meggie! Co tam się stało?-zapytał radośnie
-gdzie jesteś-zapytałam nerwowo tłumiąc jego zapał
-na skyte park'u, a co?-był lekko zszokowany moją reakcją. Wydała się również zaniepokojony.
- UCIEKAJ! MUSZISZ SIĘ UKRYĆ! ZGINIESZ, SŁYSZYSZ? UCIEKAJ, RYAN, UCIEKAJ! SZYBKO!!!
-al...
-NIEWAŻNE! MUSISZ SIĘ UKRYĆ ZAUFAJ MI I UCIEK..-zamilkłam kiedy w słuchawce usłyszałam zgrzyty, szelesty i szum- o nie...- szepnęłam z bólem w głosie, bo wiedziałam, że Koszmar własnie go dopadł . W moich oczach pojawiły się łzy.
-miałaś niczego nie robić! Teraz on będzie cierpiał, a potem i Wy wszyscy!- wychrypiał do telefonu oprawca, a po chwili usłyszałam krzyk Ryan'a. Po moich policzkach popłynęły łzy... Nie mogłam go stracić. Był dla mnie tak ważny pomimo tego, że mnie ranił.
Nagle wszystko ucichło, a Koszmar rozłączył się. Upadłam na kolana i wpadłam w panikę waląc pięściami w podłogę i płacząc. Do pokoju wpadł David, który nie wiedział co stało sie przed kilkoma minutami. Chłopak mocno mnie przytulił.
-ćśśśś.... będzie dobrze Meggie. Kochana, ćśśśś...
-Ty cholerny psychiatro...-załkałam
-z Malik'iem będzie dobrze, on tylko dostał proszki na senne. Nic mu nie jest...
-ale to nie o to chodzi. Koszmar, on... On mnie niszczy... On zabił Ryan'a, a potem zabije i nas...
-NIE!-krzyknęłam na tyle cicho, by nik oprócz nas tego nie usłyszał, a Zayn się nie obudził. Postać odsunęła lekko narzędzie
-czyli to nie on ma zginąć, tylko Twój przyjaciel, tak?- zaśmiał się modulowanym komputerowo głosem- naprawdę on- machnął ostrzem w stronę łóżka- jest dla Ciebie taki ważny? Ważniejszy od Ryan'a?-mój mózg zaczął pracować na wyższych obrotach. "Co mam mu powiedzieć?" to pytanie gnębiło moje myśli.- TAK? on, ten kryminalista i bezwzględny morderca, który Cię uprowadził ma jeszcze żyć, a Twój kochany, wykorzystujący Twoją miłość przyjaciel- pokazał palcami pokrytymi rękawiczkami cudzysłowie-ma chwilę umrzeć, dobrze rozumien?-zaśmiał się gorzko, a mi zaschło w gardle.
-czemu to robisz?-zapytałam łamiącym się głosem.
-teraz nie jest to ważne. Dowiesz się tego w swoim czasie, dziwko. Poza tym odpowiedź masz blisko siebie. Pytanie tylko, czy dasz sobie radę ją znależć. Powodzenia, a ja idę pobawić się z Twoim kolegą w kotka i myszkę. NIestety ta myszka nie trafi do dziury w ścianie, ale do tej w ziemi. Pamiętaj! Nie kombunuj, bo będzie umierał długo i boleśnie, a tego chyba nie chcesz, co?-nie odezwałam się- Więc, żegnaj, suko. Do zobaczenia-zaśmiał się i wyskoczył przez twarte okno, a ja zszokowana stałam kilka minut nie wiedząc co zrobić. Czy, czy ja przed chwilą wydałam wyrok na mojego przyjaciela? Nie, to niemożliwe! Podbiegłam do biurka. Złapałam telefon i zadzwoniłam to Ryan'a-mojego przyjaciela.
-hej Meggie! Co tam się stało?-zapytał radośnie
-gdzie jesteś-zapytałam nerwowo tłumiąc jego zapał
-na skyte park'u, a co?-był lekko zszokowany moją reakcją. Wydała się również zaniepokojony.
- UCIEKAJ! MUSZISZ SIĘ UKRYĆ! ZGINIESZ, SŁYSZYSZ? UCIEKAJ, RYAN, UCIEKAJ! SZYBKO!!!
-al...
-NIEWAŻNE! MUSISZ SIĘ UKRYĆ ZAUFAJ MI I UCIEK..-zamilkłam kiedy w słuchawce usłyszałam zgrzyty, szelesty i szum- o nie...- szepnęłam z bólem w głosie, bo wiedziałam, że Koszmar własnie go dopadł . W moich oczach pojawiły się łzy.
-miałaś niczego nie robić! Teraz on będzie cierpiał, a potem i Wy wszyscy!- wychrypiał do telefonu oprawca, a po chwili usłyszałam krzyk Ryan'a. Po moich policzkach popłynęły łzy... Nie mogłam go stracić. Był dla mnie tak ważny pomimo tego, że mnie ranił.
Nagle wszystko ucichło, a Koszmar rozłączył się. Upadłam na kolana i wpadłam w panikę waląc pięściami w podłogę i płacząc. Do pokoju wpadł David, który nie wiedział co stało sie przed kilkoma minutami. Chłopak mocno mnie przytulił.
-ćśśśś.... będzie dobrze Meggie. Kochana, ćśśśś...
-Ty cholerny psychiatro...-załkałam
-z Malik'iem będzie dobrze, on tylko dostał proszki na senne. Nic mu nie jest...
-ale to nie o to chodzi. Koszmar, on... On mnie niszczy... On zabił Ryan'a, a potem zabije i nas...
czwartek, 6 czerwca 2013
13. "Czas nieubłaganie płynie suko..."
coś huknęło i w tym samym momencie wrócił mi zdrowy rozsądek. Odepchnęłam od siebie rozpalonego Malik'a i skrępowana szybko zakryłam się kocem leżącym pod moją głową. Co ja chciałam zrobić z nim zrobić? Albo inaczej, DLACZEGO?! Przecież obiecałam, przysięgłam sobie, że zachowam czystość do ślubu! Tak, może i było to staroświeckie, ale nie chciałam się spieszyć, a jeszcze kilka sekund temu ten psychopata by mnie przeleciał. Zaskoczony moją reakcją Zayn popatrzył na mnie z poddenerwowaniem i zawodem. Moje oczy za to cisnęły w jego stronę pioruny
-co to było?-zapytałam z lekka przestraszona
-mieliśmy się kochać, a na co Ci to wyglądało? Ale musiałaś mnie odepchnąć-syknął
-nie, nie o to mi chodzi. Co to był za huk?-zarumieniłam się i spuściłam głowę pozwalając moim długim falowanym brązowym włosom zakryć moje zażenowanie wypisane na twarzy w postaci mocnych rumieńców
-jaki huk?-wraz że słowem po raz kolejny coś uderzyło. W drzwi. Tak. Ktoś dobijał się do drzwi sypialni Zayn'a!
-to! Co to do cholery? Zayn! Co się tu dzieje?-mocniej przycisnęłam do siebie koc.
-nie wiem. Spokojnie. Zobaczę co to.-zaczął Malik wciągając na siebie bokserki, które dopiero co leżały pod łóżkiem. Chłopak niepewnie podszedł do drzwi i lekko nacisnął klamkę i szybko je roztworzył. na drewnie zobaczyłam krew, a pod nogami Malik'a leżało ciało. Puściłam koc i wyszłam spod niego nie zważając na fakt, że byłam naga. Na miękkich nogach, z szeroko otwartymi oczami i ustami ruszyłam w stronę Zayn'a. Gdy stanęłam obok niego, chłopak upadł na kolana i podniósł ciało biorąc je w ramiona. Była to dziewczyna, na oko w moim wieku, z długimi czarnymi włosami i ciemną karnacją... Cała we krwi. Wpatrywała się pustym, martwym wyrokiem w sufit... Była... Była istną kopią... Kopią Malik'a... W tej samej chwili chłopak zaczął płakać i krzyczeć. Wpadł w amok. Zaczął nią trząść szlochając. Nie wiedziałam co mam zrobić. To musiała być jego siostra. A ona...Obok niej zauważyłam poplamioną krwią kartkę. Podniosłam ją. Na niej widniał napis:
Zasłoniłam usta ręką tłumiąc szloch. Spojrzałam na Malik'a, który cały czas tulił i kołysał zwłoki siostry. Złożyłam kartkę i podeszłam do mojej sukienki, którą szybko wciągnęłam na siebie, a kartkę złożyłam pod poduszkę. Podeszłam do Zayn'a i ukucnęłam obok niego masując jego ramiona. Nagle trzasnęły drzwi wejściowe, a potem ktoś zaczął wchodzić po schodach. Złapałam gitarę stojąca obok drzwi i trzymałam ją w pogotowiu na wypadek gdyby był to nadawca "listu" i morderca w jednej osobie. Na szczęście okazało się, że był to David, który gdy tylko zobaczył co się dzieje podszedł do nas chcąc zabrać ciało dziewczyny z rąk Zayn'a. Po raz kolejny spojrzałam w jej martwe czekoladowe oczy i krew. Zrobiło mi się niedobrze i nie mogłam opanować zawrotów głowy. Zrobiło mi się ciemn przed oczami i poczułam jak upadam na podłogę...Obudziłam się. Bolała mnie głowa i nie mogłam otworzyć oczu. Po kilku minutach zdołałam spojrzeć w sufit, a potem lekko przekręcić głowę w bok. Obok mnie leżał Malik. Jego opuchnięte oczy były zamknięte, a mocne ramiona przyciskały mnie do jego drżącego ciała. poczułam i usłyszałam wibracje mojego telefonu. Powoli, żeby nie obudzić chłopaka wypłatałam się z jego uścisku i podeszłam do biurka, na którym leżał telefon. Miałam wiadomość. Była napisana z zastrzeżonego numeru. Otworzyłam ją i wmurowało mnie:

wtorek, 21 maja 2013
12. "...jeszcze Cię nie zgwałciłem..."
W telewizji przerwano wiadomości, by podać ważna informację.
"ZOSTAŁA PORWANA SIEDEMNASTOLETNIA DZIEWCZYNA O IMIENIU MEGGIE. ŚWIADKOWE PODAJĄ, ŻE PO RAZ OSTATNI BYŁA WIDZIANA W OBECNOŚCI SERYJNEGO ZABÓJCY ZAYN'A MALIK'A, KTÓRY NASTĘPNEGO DNIA PRAWIE ŚMIERTELNIE POBIŁ 38-LETNIEGO MĘŻCZYZNĘ. WSZYSCY, KTÓRZY MAJĄ JAKIEŚ INFORMACJE NA TEMAT JEJ LUB JEGO,AKTUALNEGO POBYTU PROSZENI SĄ O KONTAKT...".
"ZOSTAŁA PORWANA SIEDEMNASTOLETNIA DZIEWCZYNA O IMIENIU MEGGIE. ŚWIADKOWE PODAJĄ, ŻE PO RAZ OSTATNI BYŁA WIDZIANA W OBECNOŚCI SERYJNEGO ZABÓJCY ZAYN'A MALIK'A, KTÓRY NASTĘPNEGO DNIA PRAWIE ŚMIERTELNIE POBIŁ 38-LETNIEGO MĘŻCZYZNĘ. WSZYSCY, KTÓRZY MAJĄ JAKIEŚ INFORMACJE NA TEMAT JEJ LUB JEGO,AKTUALNEGO POBYTU PROSZENI SĄ O KONTAKT...".
Zayn wyłączył telewizor, w który wpatrywałam się jak głupia w ekran na którym jeszcze przed sekundą wyświetlane były nasze zdjęcia. Spojrzałam w panice na Zayn'a. Jego pięści i szczęka były mocno zaciśnięte.
-Zayn?-zaczęłam niepewnie
-zamknij się-wysyczał
-ale...
-za dużo mówisz! Zobacz co przez Ciebie mam! Ściga mnie policja! Kurwa, jeszcze nic takiego mi się nie zdarzyło! Wynoś się stąd. Chciałem Ci pomóc, ale oni i tak Cię przez to zabiją-Zayn założył swoją skórę i złapał kluczyki od motoru
-ale jak to? Gdzie idziesz?-szepnęłam
-wyjeżdżam. Nie mogę tu zostać. Oni zaraz tu będą. Nie chcę do pudła. Ani nie chcę umierać za wpadkę!
-ale co ze mną?
-już mnie to nie obchodzi. To Twój problem-powiedział lekko
-jesteś psychiczny! Najpierw mnie porywasz, potem całujesz-zarumieniłam się-a teraz masz za jakiegoś śmiecia? Ty jesteś NIENORMALNY!
-powtórz to jeszcze raz suko-Zayn zatrząsł mną-no-do moich oczu napłynęły łzy-POWTÓRZ!
-jesteś nienormalny...-wyszeptałam a on się zaśmiał
-nienormalny mówisz? Przynajmniej powstrzymuje się i jeszcze Cię nie zgwałciłem-rozszerzyłam oczy-tak. Dobrze słyszałaś
-nie jestem suką-pisnęłam, a Zayn wpił się w moje usta. Jego ręce puściły moje ramiona podąrzając aż do pasa. Malik przygryzł moją wargę, po czym przejechał po niej lekko językiem, a jego ręce znalazły się na mojej pupie. Gdy ten ścisnął moje pośladki rozchyliłam moje usta, a ten zaczął całować mnie po francusku przyciskając mnie jeszcze bliżej siebie. Zaczęłam oddawać mu pocałunki i jeździć palcami po jego umięśnionej klatce piersiowej. Jego palce zaczęły błądzić po moim ciele. Malik złapał mnie w pasie i nieodrywając się ode mnie zaczął kierować się w stronę swojej sypialni. Między nami wybuchło porządanie. zaczęłam zdejmować jego ubrania. Najpierw jego koszulkę. Potem zaczęłam odpinać jego spodnie. On w tym czasie podciągnął moją sukienkę do góry i zdjął pozostawiając mnie w samej bieliźnie. Zaczął całować moją szyję głaszcząc moje plecy. położył mnie na łóżko po czym za chwilę leżał na mnie. Zdjął moją bieliznę. Całował piersi. Pozbył się swoich bokserek i spojrzał na mnie niepewnie
-jesteś dziewicą z tego co wiem, prawda?
-tak-zaczerwieniłam się
-chcesz tego?-spojrzał mi w oczy
-jak nigdy-jęknęłam, a Malik zabezpieczył się.
-jesteś gotowa?-uśmiechnął się. W jego oczach nie było już złości, lecz porządanie i jakieś uczucie. Może miłość?
-tak-powiedziałam bez tchu. Zayn już chciał złączyć nasze ciała kiedy...
czwartek, 16 maja 2013
11. "Musisz ode mnie uciec..."
Zayn szepnął i spojrzał mi w oczy. Dlaczego tak na mnie wpływał? Dlaczego, kiedy spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki, moje kolana zmiękły?
Malik złapał mnie w pasie i przytrzymał przed upadkiem. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, a w głowie zachuczało. Przymknęłam powieki. Zrobiłam się senna. Popatrzyłam jeszcze raz w jego oczy. Nieobecnym wzrokiem przejechałam po całej jego twarzy. Był idealny. Jego linia szczęki była cudownie zarysowana, a usta malinowe. Zgromiłam się w duchu i zamknęłam po raz ciężkie powieki.
-chodź, jedziemy stąd. Nie chcę, żebyś tu spała.-Malik wziął mnie na ręce i wsadził na siedzenie pasażera jego czarnego Audi. Ciekawe dlaczego wcześniej go nie widziałam-pomyślałam i zamknęłam oczy....
Ktoś wyszarpał mnie z auta i rzucił na ulicę. Uderzyłam głową o krawężnik. Poczułam jak moja czaszka lekko pęka z głuchym dźwiękiem. Dotknęłam bolącego miejsca dłoniom. Po moich palcach i włosach płynęła krew. Starałam rozejrzeć się, by zobaczyć sprawcę, ale nikogo nie było. Nagle obok mnie stanął Zayn. Ręce do łokci miał że krwi. Nie patrząc na mnie wyszeptał:
-nie jestem tym za kogo mnie masz. Nie jestem dobry. Nie jestn zły. Nie chce Ci zrobić krzywdy, albo może i chcę? Jak myślisz? Nienawidzę Cię, czy wręcz przeciwnie? Może Cię kocham?-uklęknął przed mną i spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami.
-czemu mi to robisz?-zapytałam bez tchu
-jeszcze tego nie zrozumiesz, ale musisz wiedzieć, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda
-nie dam sobie bez Ciebie rady. Pomimo wszystkich tych wydarzeń, nie dam sobie bez Ciebie rady! Jesteś częścią mojego życia. Teraz się nią stałeś. Po dwóch dniach znajomości!
-nie skarbie. Nie mów tak. Musisz ode mnie uciec... Jestem inny niż Ci się wydaje-położył swoje zakrwawione dłonie na moich policzkach. Spojrzał mi w oczy, a ja niespodziewanie zaczęłam krzyczeć, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy mieszając się z krwią, gdy ktoś od tyłu pociął mu gardło....
-Meggie, co jest? Meggie! Obudź się!-wyszarpał mnie ze snu głos Malik'a i jego ciepłe palce na moim ramieniu.
-jesteś? Ty żyjesz. To... O bosz Ty żyjesz!-krzyknęłam przez łzy, które cały czas płynęły po moich policzkach i zachłannie go przytuliłam. Moje serde przepełniła bezgraniczna radość pomieszana z ulgą i resztkami strachu
-ćśś... Jestem tu.-zaczął szeptać. Nie wypuszczając mnie z ramion, wciągnął mnie na swoje kolana po czym wyniósł z audi i zaniósł do domu. Zdałam sobie sprawę, że musiałam przespać całą drogę do jego domu, ale to nie było najważniejsze.
Malik poradził mnie na kanapie w salonie i włączył telewizor przykrywałąc mnie kocem. Po chwili wyszedł do kuchni po coś do jedzenia. Przygotował makaron z serem-czyt. wsadził do mikrofalowki i odgrzał.
Wchodząc do pokoju zamarł, a miska z makaronem upadła na panele. W telewizji przerwano wiadomości, by podać ważna informację...
Malik złapał mnie w pasie i przytrzymał przed upadkiem. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, a w głowie zachuczało. Przymknęłam powieki. Zrobiłam się senna. Popatrzyłam jeszcze raz w jego oczy. Nieobecnym wzrokiem przejechałam po całej jego twarzy. Był idealny. Jego linia szczęki była cudownie zarysowana, a usta malinowe. Zgromiłam się w duchu i zamknęłam po raz ciężkie powieki.
-chodź, jedziemy stąd. Nie chcę, żebyś tu spała.-Malik wziął mnie na ręce i wsadził na siedzenie pasażera jego czarnego Audi. Ciekawe dlaczego wcześniej go nie widziałam-pomyślałam i zamknęłam oczy....
Ktoś wyszarpał mnie z auta i rzucił na ulicę. Uderzyłam głową o krawężnik. Poczułam jak moja czaszka lekko pęka z głuchym dźwiękiem. Dotknęłam bolącego miejsca dłoniom. Po moich palcach i włosach płynęła krew. Starałam rozejrzeć się, by zobaczyć sprawcę, ale nikogo nie było. Nagle obok mnie stanął Zayn. Ręce do łokci miał że krwi. Nie patrząc na mnie wyszeptał:
-nie jestem tym za kogo mnie masz. Nie jestem dobry. Nie jestn zły. Nie chce Ci zrobić krzywdy, albo może i chcę? Jak myślisz? Nienawidzę Cię, czy wręcz przeciwnie? Może Cię kocham?-uklęknął przed mną i spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami.
-czemu mi to robisz?-zapytałam bez tchu
-jeszcze tego nie zrozumiesz, ale musisz wiedzieć, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda
-nie dam sobie bez Ciebie rady. Pomimo wszystkich tych wydarzeń, nie dam sobie bez Ciebie rady! Jesteś częścią mojego życia. Teraz się nią stałeś. Po dwóch dniach znajomości!
-nie skarbie. Nie mów tak. Musisz ode mnie uciec... Jestem inny niż Ci się wydaje-położył swoje zakrwawione dłonie na moich policzkach. Spojrzał mi w oczy, a ja niespodziewanie zaczęłam krzyczeć, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy mieszając się z krwią, gdy ktoś od tyłu pociął mu gardło....
-Meggie, co jest? Meggie! Obudź się!-wyszarpał mnie ze snu głos Malik'a i jego ciepłe palce na moim ramieniu.
-jesteś? Ty żyjesz. To... O bosz Ty żyjesz!-krzyknęłam przez łzy, które cały czas płynęły po moich policzkach i zachłannie go przytuliłam. Moje serde przepełniła bezgraniczna radość pomieszana z ulgą i resztkami strachu
-ćśś... Jestem tu.-zaczął szeptać. Nie wypuszczając mnie z ramion, wciągnął mnie na swoje kolana po czym wyniósł z audi i zaniósł do domu. Zdałam sobie sprawę, że musiałam przespać całą drogę do jego domu, ale to nie było najważniejsze.
Malik poradził mnie na kanapie w salonie i włączył telewizor przykrywałąc mnie kocem. Po chwili wyszedł do kuchni po coś do jedzenia. Przygotował makaron z serem-czyt. wsadził do mikrofalowki i odgrzał.
Wchodząc do pokoju zamarł, a miska z makaronem upadła na panele. W telewizji przerwano wiadomości, by podać ważna informację...
10. "Nie dotykaj mnie!"
z Van'a wysiadł jakiś mężczyzna. Był dosyć postawny, miał idealnie ułożone na żel włosy i czarne okulary. Obejrzał mnie od góry do dołu i podszedł do mnie. Kilka centymetrów za
blisko. byłam roztrzęsiona
-co taka ślicznotka jak Ty, robi TU, taka sama po środku tego
pola?-ściągnął okulary na czubek nosa i zaczął ze mną flirtować. Bałam się powiedzieć prawdy. W ogóle bałam się cokolwiek powiedzieć, jednak wkońcu się przemogłam
-czekam na... Mojego chłopaka. Ma... Zaraz po mnie przyjechać- skłamałam
-o...? Chłopaka? Nie dziwię się, że ktoś Ciebie chciał. Jesteś
seksowna.-położ ył swoją rękę na moim pasie. Moja krew
zabuzowała i dotarła do policzków. Moje serce zaczęło mocniej bić.
-zostaw mnie... On zaraz tu będzie... I... Nie dotykaj mnie!!!-
krzyknęłam i próbowałam strzepnąć jego dłonie, które zawędrowały ciut niżej
-nie denerwuj się. On nie musi o niczym wiedzieć. Wsiądziesz ze mną do samochodu, zrobisz co trzeba i Cię puszczę, co Ty na to?-myślałam, że zwymiotuję. Czy on sądził, że jestem panią to robienia jakimś oblechom dobrze? Czy naprawdę na taką
wyglądam? Nie wiedziałam co zrobić. Ale po chwili pomyślałam: najlepszą obroną jest atak! więc zaczęłam się mu odszczekiwać
-jesteś świnią! chyba śnisz! nie jestem dziwką! Źle trafiłeś,
przykro mi.
-u... Zadziorna. Lubię takie- zaśmiał się. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Mężczyzna
złapał mnie za nadgarstki i zaczął ciągnąć w stronę Van'a. Już miał mnie do niego wrzucić, kiedy ktoś złapał go za koszulę i zaczął szarpać, aby go ode mnie odsunąć. Spojrzałam na mojego wybawcę. To był Zayn! W jednej chwili Mali złapał gościa za koszule i zaczął zadawać mu ciosy w twarz. Po kilku uderzeniach po twarzy ofiary zaczęła płynąć krew. Zacisnęłam mocno powieki i zakryłam je dłońmi. nie mogłam na to patrzeć! Wystarczyło mi to, że musiałam słyszeć kolejne uderzenia. Moje serce krzyczało: "Przestań go do cholery bić i mnie przytul". W tej samej chwili coś upadło i zrobiło się cicho. Po kilku sekundach oprócz mojego płaczu usłyszałam kroki.
-Czy... Czy ja to powiedziałam na głos?-wyszeptał am
-tak. Przepraszam, poniosło mnie, ale on nie miał prawa Ciebie dotykać!
-ale to Ty mnie tu zostawiłeś!-zał kałam. Zayn odsunął moje dłonie. Poczułam jego palce na moim policzku.
-przepraszam. chodź tu-rzucił i wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Uspokoił mnie swoim dotykiem. Mocniej się w niego wtuliłam.
Co się dzieje? Dlaczego to wszystko w ogóle się dzieje? Dlaczego mu zaufałam? Dlaczego byłam taka naiwna?
W mojej głowie było tyle pytań, ale żadne nie miało odpowiedzi. Przynajmniej narazie.
Po pewnym czasie Zayn lekko się ode mnie odsunął
-Meggie kochanie...-sze pnął i..
blisko. byłam roztrzęsiona
-co taka ślicznotka jak Ty, robi TU, taka sama po środku tego
pola?-ściągnął okulary na czubek nosa i zaczął ze mną flirtować. Bałam się powiedzieć prawdy. W ogóle bałam się cokolwiek powiedzieć, jednak wkońcu się przemogłam
-czekam na... Mojego chłopaka. Ma... Zaraz po mnie przyjechać- skłamałam
-o...? Chłopaka? Nie dziwię się, że ktoś Ciebie chciał. Jesteś
seksowna.-położ
zabuzowała i dotarła do policzków. Moje serce zaczęło mocniej bić.
-zostaw mnie... On zaraz tu będzie... I... Nie dotykaj mnie!!!-
krzyknęłam i próbowałam strzepnąć jego dłonie, które zawędrowały ciut niżej
-nie denerwuj się. On nie musi o niczym wiedzieć. Wsiądziesz ze mną do samochodu, zrobisz co trzeba i Cię puszczę, co Ty na to?-myślałam, że zwymiotuję. Czy on sądził, że jestem panią to robienia jakimś oblechom dobrze? Czy naprawdę na taką
wyglądam? Nie wiedziałam co zrobić. Ale po chwili pomyślałam: najlepszą obroną jest atak! więc zaczęłam się mu odszczekiwać
-jesteś świnią! chyba śnisz! nie jestem dziwką! Źle trafiłeś,
przykro mi.
-u... Zadziorna. Lubię takie- zaśmiał się. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Mężczyzna
złapał mnie za nadgarstki i zaczął ciągnąć w stronę Van'a. Już miał mnie do niego wrzucić, kiedy ktoś złapał go za koszulę i zaczął szarpać, aby go ode mnie odsunąć. Spojrzałam na mojego wybawcę. To był Zayn! W jednej chwili Mali złapał gościa za koszule i zaczął zadawać mu ciosy w twarz. Po kilku uderzeniach po twarzy ofiary zaczęła płynąć krew. Zacisnęłam mocno powieki i zakryłam je dłońmi. nie mogłam na to patrzeć! Wystarczyło mi to, że musiałam słyszeć kolejne uderzenia. Moje serce krzyczało: "Przestań go do cholery bić i mnie przytul". W tej samej chwili coś upadło i zrobiło się cicho. Po kilku sekundach oprócz mojego płaczu usłyszałam kroki.
-Czy... Czy ja to powiedziałam na głos?-wyszeptał
-tak. Przepraszam, poniosło mnie, ale on nie miał prawa Ciebie dotykać!
-ale to Ty mnie tu zostawiłeś!-zał
-przepraszam. chodź tu-rzucił i wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Uspokoił mnie swoim dotykiem. Mocniej się w niego wtuliłam.
Co się dzieje? Dlaczego to wszystko w ogóle się dzieje? Dlaczego mu zaufałam? Dlaczego byłam taka naiwna?
W mojej głowie było tyle pytań, ale żadne nie miało odpowiedzi. Przynajmniej narazie.
Po pewnym czasie Zayn lekko się ode mnie odsunął
-Meggie kochanie...-sze
9. "DLACZEGO MNIE UPROWADZIŁEŚ?"
po raz kolejny tego dnia trafiłam z Malik'iem do szpitala. Tym razem na chirurgię. Okazało się, że w jego prawy bok trafił nabój. Na szczęście nie był tak głęboko, gdyż natrafił na jedno z ostatnich żeber chłopaka. Doktor pozbył się kulki i opatrzył jego ranę. Powiedział również, że Malik musi zostać na kilka dni na obserwacji, jednak ten się nie zgodził. Wypisał się na własne żądanie i ani lekarz, ani tym bardziej ja, nie mieliśmy nic do powiedzenia. Wyszliśmy ze szpitala i wsiedliśmy do czarnego Audi. Na szczęście to Zayn usiadł za kierownicą. Ruszyliśmy, a nagle mój brzuch przypomniał sobie, że jeszcze nie dostał obiadu, ani śniadania, ani wczorajszej kolacji. Zawstydzona opuściłam głowę i zaczęłam bawić się palcami.
-może pojedziemy do Nando's, co Ty na to?-zapytał wesoło. Ten człowiek był dobijający. Westchnęłam smutnie
-ej, co jest?-zapytał patrząc na mnie
-DLACZEGOMNIEUP ROWADZIŁEŚ?-wyp aliłam jak jedno słowo. Malik zacisnął szczękę
-uratowałem tylko Twój cholerny tyłek. Powinnaś być mi wdzięczna, że nie dajesz go teraz na lewo i prawo, bo przez to, że tam wtedy byłaś to byś teraz robiła-warknął. Zadrżałam.
-dlaczego?
-bo byłaś w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze!-syknął
-ale...
-Zamknij się do cholery! Dostaniesz coś do jedzenia, ale SIĘ ZAMKNIJ!-krzykn ął uderzając rękoma do o kierownicę
-przepraszam-wy szeptałam, a do oczu napłynęły mi łzy. Zazwyczaj byłam twarda, ale on przyprawiał mnie o mdłości i zawroty głowy
-NIE PŁACZ WARIATKO!-krzyk nął, a wtedy całkowicie się rozpłakałam. Zayn zatrzymał auto
-wysiadaj!
-co?
-WYSIADAJ MÓWIĘ!
-dlaczego?
-BO TAK MÓWIĘ!
-ale...
-ŻADNEGO ALE! TYLKO WYNOŚ SIĘ Z TEGO PIEPRZONEGO SAMOCHODU!-otwo rzyłam drzwi i wyszłam szepcząc ciche "przepraszam". Gdy zamknęłam drzwi, ten pośpiesznie odjechał zostawiając mnie samą w fioletowej sukience za 400 złotych na pastwę losu. Nie wiedziałam gdzie jestem. Rozejrzałam się i nie miałam gdzie się schować. To było jakieś jedno wiekie pole z drogą przez środek.
Dlaczego go o to zapytałam? Dlaczego za wczasu się nie zamknęłam? Dlaczego...
i wtedy usłyszałam silnik samochodu. Uradowana spojrzałam w kierunku skąd pochodził dźwięk, ale gdy zobaczyłam, że to nie jest czarne Audi, a duży granatowy Van, moje serce stanęło, bo Van zatrzymał się tuż obok mnie...
-może pojedziemy do Nando's, co Ty na to?-zapytał wesoło. Ten człowiek był dobijający. Westchnęłam smutnie
-ej, co jest?-zapytał patrząc na mnie
-DLACZEGOMNIEUP
-uratowałem tylko Twój cholerny tyłek. Powinnaś być mi wdzięczna, że nie dajesz go teraz na lewo i prawo, bo przez to, że tam wtedy byłaś to byś teraz robiła-warknął.
-dlaczego?
-bo byłaś w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze!-syknął
-ale...
-Zamknij się do cholery! Dostaniesz coś do jedzenia, ale SIĘ ZAMKNIJ!-krzykn
-przepraszam-wy
-NIE PŁACZ WARIATKO!-krzyk
-wysiadaj!
-co?
-WYSIADAJ MÓWIĘ!
-dlaczego?
-BO TAK MÓWIĘ!
-ale...
-ŻADNEGO ALE! TYLKO WYNOŚ SIĘ Z TEGO PIEPRZONEGO SAMOCHODU!-otwo
Dlaczego go o to zapytałam? Dlaczego za wczasu się nie zamknęłam? Dlaczego...
i wtedy usłyszałam silnik samochodu. Uradowana spojrzałam w kierunku skąd pochodził dźwięk, ale gdy zobaczyłam, że to nie jest czarne Audi, a duży granatowy Van, moje serce stanęło, bo Van zatrzymał się tuż obok mnie...
8. "Jesteś suką. Wiesz o tym?"
wróciliśmy do domu Malik'a. W salonie nie było już tych mężczyzn, ale za to na szklanym stole widniał cały ich
arsenał broni. Było nic około 20 może 30 sztuk! Głośno przełknęłam ślinę. gdy
wpatrywałam się w całą tę wystawę mój brzuch wydał głośne, kompromitujące burczenie. Chwilę później Zayn zjawił się przy mnie
-musisz coś zjeść, ale zanim zabiorę Cię na-spojrzał na drogi zegarek na ręce. Była 2 po południu-hm... obiad, musisz iść i wiesz co zrobić z tą tabletką?- pomachał mi lekiem przed oczami. Skinęłam głową
-dziękuję-szepn ęłam i bez namysłu go przytuliłam. Po dosłownie sekundzie zbeształam się w duchu i odsunęłam się od niego
-przepraszam wyszeptałam i wtedy usłyszeliśmy strzały. Zayn złapał mnie w pasie. Skuliłam się w geście ochronnym i Malik ochraniając mnie swoim ciałem ruszył się w kierunku kanapy. Moje oczy zaszły łzami. Niczego nie widziałam. Poddałbo się lekkiemu dotykowi jego ciała. W jednej chwili całe speszenie wywołane jego bliskością odpłynęło, gdy już przy kanapie z ust chłopaka wydał się jęk bólu, a z jego boku popłynęła krew. moje oczy się rozszerzyły ze strachu. Zayn syknął z bólu. Schowaliśmy się za meblem. Powoli wyciągnęłam rękę i przycisnęłam do jego rany. Chłopak złapał moja dłoń
-to boli. Zostaw mnie wariatko-warkną ł
-nie, to trzeba zatamować. Poza tym musimy jechać z Tobą do szpitala...
-nie, zwariowałaś? Zostaw mnie-Zayn próbował mnie od siebie odepchnąć, jednak każdy ruch spawiał mu ból. Przycisnęłam rękę mocniej do jego boku
-aaa... Powaliło Cię? Zostaw to-zaczął krzyczeć. Bardzo mnie tym wkurzył
-nie! I nie bądź dzieckiem. Zabierasz swoją dupę i jedziemy do szpitala czy Ci się to podoba, czy nie!-wyprułam się na niego, a ten otworzył oczy ze zdziwienia.
-jesteś pierwszą osobą, która odezwała się do mnie w taki sposób.-powiedz iał zszokowany
-i bardzo się cieszę. Po pierwsze porwałeś mnie, po drugie mogę nie mieć przez Ciebie dzieci, a po trzecie jesteś nieodpowiedzial nym gówniarzem, który myśli tylko i wyłącznie o swojej dupie!-wybuchła m. Nie miała znaczenia niewielką odległość między naszymi ciałami. Interesowało mnie to, żeby wkońcu coś do niego dotarło.
-jesteś suką. Wiesz o tym?-wypalił, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć-je steś suką, ale to mnie właśnie w Tobie pociąga-powiedz iał i położył swoje usta na mojej dolnej wardze. Intuicyjnie zamknęłam usta, kiedy mi je przygryzł. Nie umiałam się całować, a już napewno nie jego! Dotknął swoją dłonią mojej szyi, a ja wydałam z siebie ciche jęknięcie prosto w jego gorące usta. Zaczęłam wymiękać. Zayn to wykorzystał i delikatnie rozchylił moje wargi swoim językiem, który po chwili znalazł się w moich ustach. Otworzyłam oczy ze zdziwienia. Zobaczyłam jego czekoladowe tęczówki patrzące wprost w moje z... Hm... Miłością? Zafascynowaniem ? Nie wiem. Odwzajemniłam pocałunek. Malik klęcząc, wciągnął mnie na swoje kolana. Otarłam się o jego krocze, które z lekka się uniósło. Zayn przycisnął mnie mocniej do siebie, a ja poczułam między palcami dłoni, którą trzymałam na jego boku, ciepłą płynącą ciecz. O cholera. To była jego krew. momentalnie wyjełam swój język z pomiędzy jego miękkich ust i odsunęłam się od niego. Ten spojrzał na mnie zaskoczony. Zarumieniłam się.
-nie mogę-spuściłam wzrok-musimy jechać do szpitala-Malik spojrzał na mnie jak na UFO. Zdałam sobie sprawę, że strzały ucichły. Zeszłam z jego kolan po raz kolejny ocierając się o jego krocze. Ten jęknął. Podniosłam się z podłogi i pomogłam wstać Malik'owi. Wpakowałam go do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Nie, nie byłam pełnoletnia. Nie, nie miałam prawa jazdy. Tak, prowadziłam auto. Tak, narażałam swoje życie by ratować tego imbecyla, który bosko całuje...
arsenał broni. Było nic około 20 może 30 sztuk! Głośno przełknęłam ślinę. gdy
wpatrywałam się w całą tę wystawę mój brzuch wydał głośne, kompromitujące burczenie. Chwilę później Zayn zjawił się przy mnie
-musisz coś zjeść, ale zanim zabiorę Cię na-spojrzał na drogi zegarek na ręce. Była 2 po południu-hm... obiad, musisz iść i wiesz co zrobić z tą tabletką?- pomachał mi lekiem przed oczami. Skinęłam głową
-dziękuję-szepn
-przepraszam wyszeptałam i wtedy usłyszeliśmy strzały. Zayn złapał mnie w pasie. Skuliłam się w geście ochronnym i Malik ochraniając mnie swoim ciałem ruszył się w kierunku kanapy. Moje oczy zaszły łzami. Niczego nie widziałam. Poddałbo się lekkiemu dotykowi jego ciała. W jednej chwili całe speszenie wywołane jego bliskością odpłynęło, gdy już przy kanapie z ust chłopaka wydał się jęk bólu, a z jego boku popłynęła krew. moje oczy się rozszerzyły ze strachu. Zayn syknął z bólu. Schowaliśmy się za meblem. Powoli wyciągnęłam rękę i przycisnęłam do jego rany. Chłopak złapał moja dłoń
-to boli. Zostaw mnie wariatko-warkną
-nie, to trzeba zatamować. Poza tym musimy jechać z Tobą do szpitala...
-nie, zwariowałaś? Zostaw mnie-Zayn próbował mnie od siebie odepchnąć, jednak każdy ruch spawiał mu ból. Przycisnęłam rękę mocniej do jego boku
-aaa... Powaliło Cię? Zostaw to-zaczął krzyczeć. Bardzo mnie tym wkurzył
-nie! I nie bądź dzieckiem. Zabierasz swoją dupę i jedziemy do szpitala czy Ci się to podoba, czy nie!-wyprułam się na niego, a ten otworzył oczy ze zdziwienia.
-jesteś pierwszą osobą, która odezwała się do mnie w taki sposób.-powiedz
-i bardzo się cieszę. Po pierwsze porwałeś mnie, po drugie mogę nie mieć przez Ciebie dzieci, a po trzecie jesteś nieodpowiedzial
-jesteś suką. Wiesz o tym?-wypalił, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć-je
-nie mogę-spuściłam wzrok-musimy jechać do szpitala-Malik spojrzał na mnie jak na UFO. Zdałam sobie sprawę, że strzały ucichły. Zeszłam z jego kolan po raz kolejny ocierając się o jego krocze. Ten jęknął. Podniosłam się z podłogi i pomogłam wstać Malik'owi. Wpakowałam go do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Nie, nie byłam pełnoletnia. Nie, nie miałam prawa jazdy. Tak, prowadziłam auto. Tak, narażałam swoje życie by ratować tego imbecyla, który bosko całuje...
7. "Zginiesz powolną i cholernie bolesną śmiercią!"
Zayn momentalnie podniósł pięść, która spadła prosto na twarz David'a. Ten zszokowany zachwiał się i sekundę później rzucił się na Malik'a. chciał uderzyć go w twarz, jednak ten się uchylił i cios trafił w moje podbrzusze. Krzyk z przeszywającego bólu wydobył się z mojego gardła uciszając wszystkich w salonie. Nogi ugięły się pode mną. Zayn odepchnął od siebie David'a i rzucił się w moim kierunku. Wziął mnie na ręce, a ja wiłam się z bólu
-jest jej coś się stanie, to zginiesz powolną i cholernie bolesną śmiercią! Wiesz do czego jestem zdolny!-wykrzyczał w jego kierunku i zaczął wchodzić po schodach-cicho skarbie, będzie dobrze. słyszysz? Zrobię wszystko co w olej mocy, żebyś nie cierpiała. Będzie dobrze-zaczął szeptać do mojego ucha. W każdym jego krokiem jęczałam z bólu. Gdy byliśmy na szczycie schodów, usłyszałam krzyki z dołu. mocno złapałam i pociągnęłam do siebie koszulkę Zayn'a
-to boli, Zayn, pomóż mi-wyszeptałam wijąc się z bólu. Weszliśmy do jego, tak mi się wydaje, że to był jego, pokoju. Malik położył mnie delikatnie na łóżku. Skuliłam się na nim. Byłam taka bezbronna, a ten nieobliczalny facet mógł mnie zabić. Chłopak kucnął obok mnie
-połóż się prosto.-ledwo i z krzykiem w poduszkę, ale zrobiłam co karze. Ten zdjął moją sukienkę. Nie wiem jak, ale momentalnie leżałam w samej bieliźnie. chłopak zaczął lekko dotykać moje podbrzusze, a kiedy trafił w miejsce bólu z moich oczu popłynęły łzy.
-jedziemy do szpitala. Możesz mieć uszkodzony jajnik-powiedział oschle i pomógł mi z powrotem założyć sukienkę. Pojechaliśmy czarnym audi do szpitala. Tam zostałam wezwana razem z nim do gabinetu ginekologicznego. Jeszcze nigdy tam nie byłam. jednak nie myślałam o tym. Pani (na szczęście) ginekolog również mnie zbadała. Potem zrobiła USG i zaczęła wywiad. Powinna go zrobić na początku, ale nie byłam w stanie mówić. Tego wywiadu bałam się najbardziej
-więc, powiedz mi, byłaś już kiedyś u ginekologa?
-nie
-ile masz lat?-była bezpośrednia
-18-skłamałam. gdybym powiedziała, że dopiero 17, to musiałabym się tłumaczyć.
-współżyjesz już z chłopakiem?-wykazała na Malik'a
-My, nie... Hm... Nie jesteśmy...
-jeszcze na to gotowi-wtrącił się Zayn
-tak, to dobrze. Jesteś jeszcze dziewicą?-zrobiłam się czerwona jak burak
-tak-usłyszeliśmy pukanie. To pielęgniarka przyniosła wyniki badań. Przejrzała je
-no cóż. Nie jest bardzo źle, ale najlepiej też nie. Jajnik jest opuchnięty, jedno z naczyń pękło. Przepiszę Ci tabletki i będzie ok. Pilnuj ją, żeby je aplikowała-zwróciła się do Zayn'a
po godzinie opuściliśmy szpital i pojechaliśmy do apteki. Zayn wykupił moje leki. W drodze do domu przeczytałam ulotkę.
-Zayn, to są tabletki do... No... Tego...
-do środka?-jego oczy się rozszerzyły
-no. I nie podziękowałam Ci za wszystko. Dlaczego zmieniłeś swoje nastawienie do mnie?-w jednej chwili znów stał się bierny. Z troskliwego stał się okropny. Był bardzo dipolarny.
-przestań chrzanić. Jedziemy do mojego domu. Jak wyzdrowiejesz, zaczniesz pracę. Jeśli nie chcesz być panią do towarzystwa, bo chcą z Ciebie właśnie nią zrobić, słuchał mnie. Beze mnie zginiesz-warknął
zadrżałam. Boże, w co ja się wpakowałam. Ja chcę do domu. Nie chcę tak żyć. POMOCY...
-jest jej coś się stanie, to zginiesz powolną i cholernie bolesną śmiercią! Wiesz do czego jestem zdolny!-wykrzyczał w jego kierunku i zaczął wchodzić po schodach-cicho skarbie, będzie dobrze. słyszysz? Zrobię wszystko co w olej mocy, żebyś nie cierpiała. Będzie dobrze-zaczął szeptać do mojego ucha. W każdym jego krokiem jęczałam z bólu. Gdy byliśmy na szczycie schodów, usłyszałam krzyki z dołu. mocno złapałam i pociągnęłam do siebie koszulkę Zayn'a
-to boli, Zayn, pomóż mi-wyszeptałam wijąc się z bólu. Weszliśmy do jego, tak mi się wydaje, że to był jego, pokoju. Malik położył mnie delikatnie na łóżku. Skuliłam się na nim. Byłam taka bezbronna, a ten nieobliczalny facet mógł mnie zabić. Chłopak kucnął obok mnie
-połóż się prosto.-ledwo i z krzykiem w poduszkę, ale zrobiłam co karze. Ten zdjął moją sukienkę. Nie wiem jak, ale momentalnie leżałam w samej bieliźnie. chłopak zaczął lekko dotykać moje podbrzusze, a kiedy trafił w miejsce bólu z moich oczu popłynęły łzy.
-jedziemy do szpitala. Możesz mieć uszkodzony jajnik-powiedział oschle i pomógł mi z powrotem założyć sukienkę. Pojechaliśmy czarnym audi do szpitala. Tam zostałam wezwana razem z nim do gabinetu ginekologicznego. Jeszcze nigdy tam nie byłam. jednak nie myślałam o tym. Pani (na szczęście) ginekolog również mnie zbadała. Potem zrobiła USG i zaczęła wywiad. Powinna go zrobić na początku, ale nie byłam w stanie mówić. Tego wywiadu bałam się najbardziej
-więc, powiedz mi, byłaś już kiedyś u ginekologa?
-nie
-ile masz lat?-była bezpośrednia
-18-skłamałam. gdybym powiedziała, że dopiero 17, to musiałabym się tłumaczyć.
-współżyjesz już z chłopakiem?-wykazała na Malik'a
-My, nie... Hm... Nie jesteśmy...
-jeszcze na to gotowi-wtrącił się Zayn
-tak, to dobrze. Jesteś jeszcze dziewicą?-zrobiłam się czerwona jak burak
-tak-usłyszeliśmy pukanie. To pielęgniarka przyniosła wyniki badań. Przejrzała je
-no cóż. Nie jest bardzo źle, ale najlepiej też nie. Jajnik jest opuchnięty, jedno z naczyń pękło. Przepiszę Ci tabletki i będzie ok. Pilnuj ją, żeby je aplikowała-zwróciła się do Zayn'a
po godzinie opuściliśmy szpital i pojechaliśmy do apteki. Zayn wykupił moje leki. W drodze do domu przeczytałam ulotkę.
-Zayn, to są tabletki do... No... Tego...
-do środka?-jego oczy się rozszerzyły
-no. I nie podziękowałam Ci za wszystko. Dlaczego zmieniłeś swoje nastawienie do mnie?-w jednej chwili znów stał się bierny. Z troskliwego stał się okropny. Był bardzo dipolarny.
-przestań chrzanić. Jedziemy do mojego domu. Jak wyzdrowiejesz, zaczniesz pracę. Jeśli nie chcesz być panią do towarzystwa, bo chcą z Ciebie właśnie nią zrobić, słuchał mnie. Beze mnie zginiesz-warknął
zadrżałam. Boże, w co ja się wpakowałam. Ja chcę do domu. Nie chcę tak żyć. POMOCY...
środa, 15 maja 2013
5+6. "TY NIE WIESZ NIC! JESTEŚ ZEREM!"
odwrócił się na pięcie i podszedł do zabudowanej szafy. Przelotnie spojrzał w lustro i poprawił idealnie ułożone włosy. Lekko się uśmiechnęłam się. Zayn wyjął z szafy fioletowe coś. Ciekawe co to.
-załóż to-rzucił że mnie ubraniem. Złapałam ją w ostatniej chwili. Rozłożyłam je. Była to zwiewna sukienka na szerokich ramiączkach na oko za kolano. U góry miała przypiętą metkę. Spojrzałam mi cenę: 400zł. Otworzyłam szeroko usta
-Zayn ja nie mogę jej złożyć. Jest za droga-szepnęłam
-masz ją założyć, a patrzeć na tę cholerną cenę!-warknął. Cóż dalszych sprzeciwów przebrałam się. Cały czas czułam na sobie wzrok chłopaka
-a teraz idziemy-złapał moją rękę i wyciągnął z pokoju. Poprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia. Mógł to być salon, w każdym razie tak wyglądał. Zamarłam, bo tam na wielkiej kanapie siedzieli mężczyźni. Każdy z nich był uzbrojony! W rękach trzymali przynajmniej po jednej broni. Jedni niezwracali na nią uwagi, a inni bawili się nią obracając ją w dłoniach. Stanęłam w miejscu. Zayn złapał mnie za ramię.
-rusz się-warknął, a wszystkie twarze skierowały się w naszą stronę. Zrobiłam krok i stanęłam na zimnych panelach. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam nic na stopach. Zadrżałam. Chłopak ściągnął brwi. Chwilową ciszę przerwał jeden z gości, który wstał i zlustrował nas wzrokiem. Najpierw obejrzał mnie, a potem przeniósł wzrok na chłopaka obok mnie
-widzę, Malik, że przyprowadziłeś sobie nową dziewczynkę do zabawy. Już ją przeleciałeś, czy jeszcze ją trochę pocukrzysz?-zar echotał, a w ślad za nim poszła reszta. Zayn tylko posłał go mordercze spojrzenie. Ja na te słowa spojrzałam na Malik'a, bo tak miał na nazwisko mój, spójrzmy prawdzie w oczy, porywacz-i jak laleczko? Fajnie było?-znów się zaśmiał-napewno dobrze zaspokoiliście się nawzajem, bo wyglądasz na dobrą w te klocki...
-David, jesteś chuj*m.-powiedz iał z aktorskim spokojem Zayn. Widać było, jak w środku się gotuje
-ja? Ja nim jestem? Nie Malik. Mylisz się. Ja go mam, nie nim jestem. Bo to nie JA obracam każdej nocy inną dziewczynę. Ja nie...
-TY NIE WIESZ NIC! JESTEŚ ZEREM! I LEPIEJ ZEJDŹ MI Z OCZU, BO SIĘ ZABIJĘ. TO JA TU RZĄDZĘ I NIE BĘDZIESZ MI WYTYKAŁ CZEGOKOLWIEK, BO WYLECISZ-wybuch nął Zayn. David cofnął się z rękami poniesionymi w obronnym geście.
-spokojnie, Malik, ja tylko mówię. Przecież nie chcę, żeby Twoja jednorazowa przygoda uciekła z piskiem
-Zamknij się!-warknął Malik
-dlaczego? Tylko mówię
-zabiję Cię jeśli się nie zamkniesz!-krzy knął Zayn. Odruchowo dotknęłam jego ramienia i lekko je pomasowałam. Poczułam jak jego mięśnie się rozluźniają. Przysunęłam usta do jego ucha
-spokojnie Zayn, on nie jest tego wart-wyszeptała m. Malik posłał David'owi mordercze spojrzenie i mocno oplótł mnie swoimi rękami w pasie
-widzę, Malik, że robi się z Ciebie baba. Mięczak. Jesteś mięczakiem.-zac zął szydzić z Zayn'a David. W tej samej chwili, kiedy David skończył słowo "mięczakiem" stało się coś, czego bym nie przypuszczała.. .
-załóż to-rzucił że mnie ubraniem. Złapałam ją w ostatniej chwili. Rozłożyłam je. Była to zwiewna sukienka na szerokich ramiączkach na oko za kolano. U góry miała przypiętą metkę. Spojrzałam mi cenę: 400zł. Otworzyłam szeroko usta
-Zayn ja nie mogę jej złożyć. Jest za droga-szepnęłam
-masz ją założyć, a patrzeć na tę cholerną cenę!-warknął. Cóż dalszych sprzeciwów przebrałam się. Cały czas czułam na sobie wzrok chłopaka
-a teraz idziemy-złapał moją rękę i wyciągnął z pokoju. Poprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia. Mógł to być salon, w każdym razie tak wyglądał. Zamarłam, bo tam na wielkiej kanapie siedzieli mężczyźni. Każdy z nich był uzbrojony! W rękach trzymali przynajmniej po jednej broni. Jedni niezwracali na nią uwagi, a inni bawili się nią obracając ją w dłoniach. Stanęłam w miejscu. Zayn złapał mnie za ramię.
-rusz się-warknął, a wszystkie twarze skierowały się w naszą stronę. Zrobiłam krok i stanęłam na zimnych panelach. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam nic na stopach. Zadrżałam. Chłopak ściągnął brwi. Chwilową ciszę przerwał jeden z gości, który wstał i zlustrował nas wzrokiem. Najpierw obejrzał mnie, a potem przeniósł wzrok na chłopaka obok mnie
-widzę, Malik, że przyprowadziłeś
-David, jesteś chuj*m.-powiedz
-ja? Ja nim jestem? Nie Malik. Mylisz się. Ja go mam, nie nim jestem. Bo to nie JA obracam każdej nocy inną dziewczynę. Ja nie...
-TY NIE WIESZ NIC! JESTEŚ ZEREM! I LEPIEJ ZEJDŹ MI Z OCZU, BO SIĘ ZABIJĘ. TO JA TU RZĄDZĘ I NIE BĘDZIESZ MI WYTYKAŁ CZEGOKOLWIEK, BO WYLECISZ-wybuch
-spokojnie, Malik, ja tylko mówię. Przecież nie chcę, żeby Twoja jednorazowa przygoda uciekła z piskiem
-Zamknij się!-warknął Malik
-dlaczego? Tylko mówię
-zabiję Cię jeśli się nie zamkniesz!-krzy
-spokojnie Zayn, on nie jest tego wart-wyszeptała
-widzę, Malik, że robi się z Ciebie baba. Mięczak. Jesteś mięczakiem.-zac
4. "Miałaś się zamknąć!"
obudziłam się z krzykiem i łzami w oczach. Nerwowo usiadłam na łóżku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. To nie był mój pokój. Obok wyjścia na taras były otwarte drzwi do łazienki, po lewo od nich biurko z mnóstwem śmieci, a na drugiej ścianie zabudowana szafa. Po chwili zaczęły powracać wspomnienia z nocy. "On, ten chłopak, mnie tu zostawił. Ale gdzie ja jestem?". Odkryłam pościel i zamarłam. Nie miałam na sobie moich ubrań, tylko czyjąś dużą koszulkę, a pod spodem moją bieliznę. Poszukałam wzrokiem moich ubrań. Nie było ich. Powąchałam bluzkę. Pachniała nieznajomym. Pięknie. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a w nich pojawił się TEN chłopak.
-o wstałaś już-powiedział beznamiętnie i zatrzasnął drzwi od sypialni. Zaczął iść w moją stronę
-tak. Dziękuję-odparł am łamiącym się głosem i głośno przełknęłam ślinę przypominając sobie jego słowa: "zamknij się, albo Cię zabiję". Chłopak ściągnął nerwowo brwi i zacisnął usta
-masz ładny głos-powiedział po chwili-ale nie mów za wiele, chyba, że chcesz, żebym Ci zrobił krzywdę, ile razy mam powtarzać-sykną ł i stanął przede mną
-przepraszam. Ja nie chciałam. Tylko co chcesz mi zrobić-powiedzi ałam tracąc oddech
-miałaś się zamknąć!-warknął , a skuliłam się w sobie.
-przepraszam-sz epnęłam prawie bezgłośnie. Do moich oczu napłynęły łzy. Opuściłam głowę. Zaczęłam bać się go jeszcze bardziej.
-zaraz Ci przyniosę jakieś ciuchy. Nie będziesz paradować przy wszystkich prawie naga-powiedział łagodniej i palcem wykazującym podniósł mój podbrudek. Potworzyłam szeroko oczy. Samotna łza spłynęła po moim policzku. Chłopak otarł mi ją kciukiem.
-Mam na imię Zayn-powiedział , a potem...
-o wstałaś już-powiedział beznamiętnie i zatrzasnął drzwi od sypialni. Zaczął iść w moją stronę
-tak. Dziękuję-odparł
-masz ładny głos-powiedział
-przepraszam. Ja nie chciałam. Tylko co chcesz mi zrobić-powiedzi
-miałaś się zamknąć!-warknął
-przepraszam-sz
-zaraz Ci przyniosę jakieś ciuchy. Nie będziesz paradować przy wszystkich prawie naga-powiedział
-Mam na imię Zayn-powiedział
3. "Cholera, co się ze mną dzieje?"
starałam nie patrzeć na jego idealną twarz. Odwróciłam twarz do okna. Chciałam zapytać gdzie mnie wiezie, ale się bałam. Na zewnątrz z trudem mogłam dostrzec zarysy drzew. "chyba mnie wywozi do lasu, albo gdzieś w te rejony"-zatrzęs łam się na tę myśl. Chłopak spojrzał na mnie
-zimno Ci jest dam Ci koc-powiedział z troską i prawą ręką sięgnął po koc leżący na tylnym siedzeniu. prowadząc auto lewą ręką, przykrył mnie kocem. Powstrzymałam ziewnięcie. Chłopak Delikatnie dotknął mojego przedramienia. Jeszcze raz się zatrzęsłam. "Cholera, co się za mną dzieje?"
-gdy spać...-szepnął -widać, że jesteś zmęczona-powied ział, a ja pokiwałam głową i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam ciche otwieranie drzwi, a sekundę potem poczułam jak ktoś znany bierze mnie w ramiona i niesie. Wtuliłam się mocno w czyjeś silne ramiona i zdałam sobie sprawę, że był to ten nieznajomy. Jednak jego uścisk jest mi znany. zostałam położona najwyraźniej w jakimś łóżku. nadal majacząc między jawą a snem poczułam delikatne i takie przepełnione miłością głaskanie po policzku, a potem ktoś mnie przykrył i pocałował w policzek. Wciągu kilku sekund wróciłam do krainy snów...
Uciekałam. Słyszałam strzał. Kilka aut przejechało obok mnie. Byłam ubrana w krótką spódniczkę, stanik i wysokie szpilki. Spojrzałam pod nogi. Zauważyłam pistolet. Podniosłam go. Wymierzyłam sobie w skroń. Pociągnęłam za spust.
-nie rób tego!-to był ten chłopak. To jego słowa usłyszałam jako ostatnie. To jego ostatniego poczułam jak tulił mnie do siebie po raz ostatni i poczułam łzy spływające po moich policzkach... Ostatkiem sił dotknęłam jego policzka. Był mokry. Czy to były łzy? Usłyszałam jego coraz cichszy krzyk...
hej ;) mamy już 3. rozdział. Są one krótkie, więc szybciej się czyta :) Co sądzicie? czekam na komentarze xx
-zimno Ci jest dam Ci koc-powiedział z troską i prawą ręką sięgnął po koc leżący na tylnym siedzeniu. prowadząc auto lewą ręką, przykrył mnie kocem. Powstrzymałam ziewnięcie. Chłopak Delikatnie dotknął mojego przedramienia. Jeszcze raz się zatrzęsłam. "Cholera, co się za mną dzieje?"
-gdy spać...-szepnął
Uciekałam. Słyszałam strzał. Kilka aut przejechało obok mnie. Byłam ubrana w krótką spódniczkę, stanik i wysokie szpilki. Spojrzałam pod nogi. Zauważyłam pistolet. Podniosłam go. Wymierzyłam sobie w skroń. Pociągnęłam za spust.
-nie rób tego!-to był ten chłopak. To jego słowa usłyszałam jako ostatnie. To jego ostatniego poczułam jak tulił mnie do siebie po raz ostatni i poczułam łzy spływające po moich policzkach... Ostatkiem sił dotknęłam jego policzka. Był mokry. Czy to były łzy? Usłyszałam jego coraz cichszy krzyk...
hej ;) mamy już 3. rozdział. Są one krótkie, więc szybciej się czyta :) Co sądzicie? czekam na komentarze xx
2. "Co to do cholery było?"
nagle usłyszałam huk i pisk opon. Jak najszybciej rzuciłam się na pobocze. Tuż obok mnie śmignęły trzy sportowe auta
-co to było do cholery?-krzyknęłam. Podniosłam się i nagle poczułam jedną rękę opłatającą mnie w pasie, a drugą zakrywającą mi usta
-zamknij się, albo zginiesz-wysyczał do mojego ucha męski głos. Kiwnęłam twierdząco głową. Ten powoli uwolnił moje usta. Nie. Nie miałam zamiaru ryzykować. Nic się nie odzywałam.
-bądź grzeczna laleczko, bo inaczej nie będzie już tak wesoło-chłopak zaczął mnie ciągnąć mnie w poboczne zarośla. Nie chciałam wiedzieć co on chce mi zrobić. Potknęłam się. Ten mocniej mnie przytrzymał, obejmując w pasie.
-uważaj trochę. Masz być w całości-beszta mnie. Nagle stanął i odwraciół mnie w swoją stronę, a ja, żeby nie upaść połóżyłam ręce na kogo klatce piersiowej. Opuściłam głowę. Był taki ciepły, a jego mięśnie są takie twarde. Podniosłam na niego wzrok i otworzyłam szeroko oczy i usta. Chłopak był tak bardzo przystojny. Miał czarne idealnie postawione na żel włosy, mocną linię szczęki i cudowne czekoladowe oczy. Gdy już chciałam coś powiedzieć nie pozwala mi
-nie. Nie odzywaj się. Mówiłem Ci już. Nie chcę Ci robić, ale mnie do tego zmuszasz!-krzyknął przez mocno zaciśnięte zęby. Chłopak puścił mnie i po sekundzie złapał pod uda i plecy wtulając mnie w siebie. Zrobił kilka kroków, otworzył drzwi jakiegoś samochodu i rzucił mnie na przednie siedzenie od strony pasażera. Usiadłam wygodniej i głośno przełknęłam ślinę. Chłopak wsiadł za kierownicę i z trzaskiem zamknął za sobą drzwi. Zrobiłam to samo, tylko delikatniej. Ten popatrzył na mnie chwilę
-pasy-wysyczał i odpalił silnik. Posłusznie zapięłam pas. W tym samym czasie chłopak ruszył z piskiem opon.
"Gdzie on mnie zabiera? Ja chciałam tylko iść wygarnąć parę rzeczy "przyjacielowi" , a teraz siedzę w samochodzie z jakimś psychopatą... Boże miej mnie w opiece..."
-co to było do cholery?-krzyknęłam. Podniosłam się i nagle poczułam jedną rękę opłatającą mnie w pasie, a drugą zakrywającą mi usta
-zamknij się, albo zginiesz-wysyczał do mojego ucha męski głos. Kiwnęłam twierdząco głową. Ten powoli uwolnił moje usta. Nie. Nie miałam zamiaru ryzykować. Nic się nie odzywałam.
-bądź grzeczna laleczko, bo inaczej nie będzie już tak wesoło-chłopak zaczął mnie ciągnąć mnie w poboczne zarośla. Nie chciałam wiedzieć co on chce mi zrobić. Potknęłam się. Ten mocniej mnie przytrzymał, obejmując w pasie.
-uważaj trochę. Masz być w całości-beszta mnie. Nagle stanął i odwraciół mnie w swoją stronę, a ja, żeby nie upaść połóżyłam ręce na kogo klatce piersiowej. Opuściłam głowę. Był taki ciepły, a jego mięśnie są takie twarde. Podniosłam na niego wzrok i otworzyłam szeroko oczy i usta. Chłopak był tak bardzo przystojny. Miał czarne idealnie postawione na żel włosy, mocną linię szczęki i cudowne czekoladowe oczy. Gdy już chciałam coś powiedzieć nie pozwala mi
-nie. Nie odzywaj się. Mówiłem Ci już. Nie chcę Ci robić, ale mnie do tego zmuszasz!-krzyknął przez mocno zaciśnięte zęby. Chłopak puścił mnie i po sekundzie złapał pod uda i plecy wtulając mnie w siebie. Zrobił kilka kroków, otworzył drzwi jakiegoś samochodu i rzucił mnie na przednie siedzenie od strony pasażera. Usiadłam wygodniej i głośno przełknęłam ślinę. Chłopak wsiadł za kierownicę i z trzaskiem zamknął za sobą drzwi. Zrobiłam to samo, tylko delikatniej. Ten popatrzył na mnie chwilę
-pasy-wysyczał i odpalił silnik. Posłusznie zapięłam pas. W tym samym czasie chłopak ruszył z piskiem opon.
"Gdzie on mnie zabiera? Ja chciałam tylko iść wygarnąć parę rzeczy "przyjacielowi"
piątek, 3 maja 2013
1. "Jak to się zaczęło?"
"to okropne. Mój, chyba były już, przyjaciel znalazł sobie dziewczynę, a o mnie znowu zapomiał. Pewnie zaraz zerwą i znowu przyjdzie do mnie. A ja głupia nie będę w stanie go olać i znów będzie jak przedtem. Jednak wiem, że to tylko powierzchownie. W środku umieram. Gdy on klika ten cholerny mini obrazek "LUBIĘ TO" przy moim zdjęciu, wszystkie emocje wracają. Mam dosyć. Jak myślicie, dlaczego się tnę? Otóż, bo mam tego wszystkiego dość. Po raz kolejny to zrobił. Jednym kliknięciem zniszczył mnie od środka." poszłam do łazienki i się pocięłam . Z płaczem wybiegłam z domu w noc. Było po 1. Trzęsąc się, kierowałam się dalej w mrok. Miałam zamiar wygarnąć mojemu niby przyjacielowi wszystko od A do Z. Zadrżałam. Było bardzo zimno, a miałam ma sobie tylko koszulkę i legginsy, a poza tym bardzo się bałam. Poczułam, jak ktoś za mną idzie. Odwracałam się kilka razy, jednak niczego nie widziałam. Bardzo się bałam. nagle...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

