arsenał broni. Było nic około 20 może 30 sztuk! Głośno przełknęłam ślinę. gdy
wpatrywałam się w całą tę wystawę mój brzuch wydał głośne, kompromitujące burczenie. Chwilę później Zayn zjawił się przy mnie
-musisz coś zjeść, ale zanim zabiorę Cię na-spojrzał na drogi zegarek na ręce. Była 2 po południu-hm... obiad, musisz iść i wiesz co zrobić z tą tabletką?- pomachał mi lekiem przed oczami. Skinęłam głową
-dziękuję-szepn
-przepraszam wyszeptałam i wtedy usłyszeliśmy strzały. Zayn złapał mnie w pasie. Skuliłam się w geście ochronnym i Malik ochraniając mnie swoim ciałem ruszył się w kierunku kanapy. Moje oczy zaszły łzami. Niczego nie widziałam. Poddałbo się lekkiemu dotykowi jego ciała. W jednej chwili całe speszenie wywołane jego bliskością odpłynęło, gdy już przy kanapie z ust chłopaka wydał się jęk bólu, a z jego boku popłynęła krew. moje oczy się rozszerzyły ze strachu. Zayn syknął z bólu. Schowaliśmy się za meblem. Powoli wyciągnęłam rękę i przycisnęłam do jego rany. Chłopak złapał moja dłoń
-to boli. Zostaw mnie wariatko-warkną
-nie, to trzeba zatamować. Poza tym musimy jechać z Tobą do szpitala...
-nie, zwariowałaś? Zostaw mnie-Zayn próbował mnie od siebie odepchnąć, jednak każdy ruch spawiał mu ból. Przycisnęłam rękę mocniej do jego boku
-aaa... Powaliło Cię? Zostaw to-zaczął krzyczeć. Bardzo mnie tym wkurzył
-nie! I nie bądź dzieckiem. Zabierasz swoją dupę i jedziemy do szpitala czy Ci się to podoba, czy nie!-wyprułam się na niego, a ten otworzył oczy ze zdziwienia.
-jesteś pierwszą osobą, która odezwała się do mnie w taki sposób.-powiedz
-i bardzo się cieszę. Po pierwsze porwałeś mnie, po drugie mogę nie mieć przez Ciebie dzieci, a po trzecie jesteś nieodpowiedzial
-jesteś suką. Wiesz o tym?-wypalił, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć-je
-nie mogę-spuściłam wzrok-musimy jechać do szpitala-Malik spojrzał na mnie jak na UFO. Zdałam sobie sprawę, że strzały ucichły. Zeszłam z jego kolan po raz kolejny ocierając się o jego krocze. Ten jęknął. Podniosłam się z podłogi i pomogłam wstać Malik'owi. Wpakowałam go do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Nie, nie byłam pełnoletnia. Nie, nie miałam prawa jazdy. Tak, prowadziłam auto. Tak, narażałam swoje życie by ratować tego imbecyla, który bosko całuje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz